Czekając na kolejną Jolantę Brzeską. Nękanie i próby zabójstwa lokatorów pod osłoną warszawskiej policji

„Piszę ponieważ właścicielka obcięła drzwi i co dzień psika gazem pieprzowym. Moja mama ma oparzone ręce.”

- sms od 13-letniego członka rodziny lokatorów na Muranowie, 13 listopada 2016

 

W bloku przy Anielewicza 30a począwszy od sierpnia odbywa się uporczywe nękanie rodziny lokatorów.

Bezwzględni właściciele usiłują przy pomocy brutalnych i nielegalnych metod oraz zastraszania wymusić spłatę fikcyjnego zadłużenia i wyrzucić lokatorów z mieszkania. Kazali sobie oni płacić gotówką „do ręki” bez żadnego potwierdzenia, zamiast przelewu na konto bankowe. Potem zaś twierdzili, że nie otrzymali należytych wpłat. Żądali pieniędzy, pominęli jednak drogę sądową i prawną egzekucję przez komornika. W zamian, począwszy od sierpnia br., lokatorom (z wciąż ważną umową najmu), czyściciele:

wyłamali drzwi

nasyłali na nich grupy osiłków

używali wobec bezbronnej rodziny siły fizycznej i nękania psychicznego

Wszystkie próby wysiedlenia spotkały się jak dotąd ze skutecznym oporem działaczy kolektywów Syrena, Przychodnia, Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów i zaprzyjaźnionych osób gotowych do pomocy o każdej porze. Wspólnie stanowczo odpieraliśmy każdy atak. Od sierpnia, WSL wszczął też kroki na ścieżce prawnej. Jak dotąd złożyliśmy doniesienie do prokuratury o uporczywe nękanie i wystosowaliśmy wniosek do sądu o ustanowienie konta bankowego, na które lokatorzy mogliby wpłacać czynsz. Złożyliśmy też doniesienie m.in. o naruszeniu miru domowego i wielokrotnych próbach włamania, za co grozi czyścicielom do 8 lat więzienia.

Równocześnie przy każdym zdarzeniu na Anielewicza policja notorycznie nie dopełniała swych obowiązków, wielokrotnie odmawiała interwencji w sprawie nielegalnego zachowania czyścicieli, a wręcz próbowała pomóc właścicielom w wykonaniu nielegalnej eksmisji bez udziału komornika. Pod naciskiem anarchistów i działaczy lokatorskich, policja wycofała się z aktywnej, bezprawnej pomocy czyścicielom, lecz wciąż nie mogliśmy liczyć na adekwatne działania w obronie praw lokatorów.

W efekcie niewiarygodnej, wielomiesięcznej opieszałości policji i organów ścigania, bezkarność właścicieli w ostatnich dniach sięgnęła zenitu.

Poczynając od czwartku 10.11 lokatorzy nękani byli już codziennie. Dzień przed Świętem Niepodległości właściciel wraz z dwójką wynajętych drabów wyciął im drzwi wejściowe obrotową piłą do metalu i je zabrał. W mieszkaniu zastawionym prowizoryczną barykadą z materaca i drzwi od szafy, w niedzielę 13.11 około godziny 7:00 rano dwóch wynajętych, podpitych osiłków podając się pod właściciela (‚To ja, Kamil’), wtargnęło do mieszkania aby porwać matkę (‚Idziemy do Kamila, idziesz czy nie kurwo!’). Lokatorzy zaczęli się bronić, osiłki spryskały ich i wnętrze mieszkania gazem pieprzowym, po czym zaczęli miotać ogniem z ręcznego palnika przed oczami członków rodziny. Ślady ognia zachowały się w korytarzu na podpalonej szafce.

Przybyła zaraz potem policja ograniczyła swoje działania do sporządzenia notatki służbowej – nie zabezpieczyła żadnych śladów przestępstwa i nie przesłuchała żadnych świadków, w tym najbliższych sąsiadów. Nie zareagowała także nijak na sugestię lokatorów, że wspomniany przez bandytów ‚Kamil’ – ich mocodawca i właściciel mieszkania, najpewniej ukrywa się w mieszkaniu trzy piętra niżej, zapewne po to, aby mieć blisko, gdy wpadnie mu do głowy nowy pomysł na pozbycie się lokatorów.

W istocie, za każdym razem, kiedy wymagana jest od niej interwencja, policja wykazuje się niespotykanym lekceważeniem pokrzywdzonych lub otwartym wręcz bronieniem czyścicieli, kierując się nie obowiązującymi prawami lokatorów, a prawem własności. Wszak Jan Kamil Wallendszus i Małgorzata Topczewska (https://www.facebook.com/profile.php?id=1477593487&fref=ts) od blisko czterech miesięcy nachodzą rodzinę, czasami wysługując się wynajętymi za gorzałę patriotami spod monopolowego, a przemoc, której rodzina doświadcza z ich strony, eskalowała stopniowo do zastraszającego stopnia. Policja na każdym etapie nękania mogła przerwać pasmo tej przemocy.

Dzieje się jednak rzecz odwrotna.

Po otrzymaniu wiadomości od syna pokrzywdzonych lokatorów, działacze kolektywu Syrena i Przychodnia przybyli po raz jedenasty na miejsce zdarzenia. Natychmiast zjawili się funkcjonariusze policji, pracę swą zaczęli od spisania działacza Syreny, który wymienił im wszystkie kolejne złamane paragrafy zawierające przypadki nękania lokatorów oraz opieszałości organów ścigania.

Zadziwiających zachowań policji nie sposób już tłumaczyć wyłącznie niewiedzą i niekompetencją. Jej działania wskazują na celową wręcz opieszałość: nadużycie swoich uprawnień w postaci asystowania przy nielegalnej eksmisji oraz wielokrotne niedopełnienie obowiązków wobec bezkarnego nękania lokatorów, niepodejmowanie czynności w celu ustalenia sprawców (nie raz obecnych przy policji i wskazanych przez lokatorów), itd. Gdy lokatorzy wezwali policję, po tym jak właściciel wraz z trzema osiłkami włamał się do mieszkania lokatorów i fizycznie zaatakował lokatora, funkcjonariusze przybyli na miejsce nie byli zainteresowani sprawą, w której ich wezwano (najście, włamanie, pobicie). W zamian, zajmowali się ustalaniem stosunków własności, badaniem dokumentów najmu itp. spraw cywilnych, co leży jedynie w kompetencji komornika sądowego, a nie policjantów, zachowujących się jak grupa tępych szeryfów na dzikim zachodzie. Obojętność lub pomoc w samosądach dokonywanych przez biznesmenów i niezwykle brutalnych próbach eksmisji były rzeczą jakby naturalną dla policji, która uznała przestępstwa popełniane przez właściciela „za zrozumiałe” kwitując je słowami „też bym tak zrobił” (jak właściciel – dop.; wypowiedź policjanta o numerze odznaki – 912641 z dnia 13.11).

Tymczasem przemoc czyścicieli i poczucie niemocy rozszerza się na innych lokatorów w bloku. Niektórzy sąsiedzi, będąc niejednokrotnie mimowolnymi świadkami jego działań, czują się zwyczajnie zastraszeni. Boją się wychodzić z mieszkań, a widząc do jakich środków jest w stanie posunąć się Wallendszus, zamiast solidarności, wybierają celową obojętność. Czyściciele wzmacniają tę postawę sąsiadów i starają się przekuwać objętość we wrogość wobec nękanych lokatorów, wykorzystując fakt, że ‚to nie są nasi’ (rodzina pochodzi z Wietnamu).

Wszyscy znamy tragiczną historię Joli Brzeskiej, której morderstwo umożliwione zostało przez podobną opieszałość ze strony organów władzy. Sprawa Jolanty Brzeskiej wyglądała łudząco podobnie – wycinanie drzwi, nachodzenie w mieszkaniu, zastraszanie.

Dzisiaj PiS ponownie prowadzi śledztwo w sprawie jej śmierci, które mimo oczywistych poszlak w 2013 roku zostało umorzone (a HGW deklaruje walkę z reprywatyzacją). Trudno uwierzyć, że nie są to pozorowane działania i puste deklaracje. Lokatorzy nadal są nękani i wyrzucani na bruk, a wydarzenia sprzed kilku dni, kiedy z łatwością czyściciel mógł puścić z dymem lokatorów i mieszkanie, udowadniają, że de facto los lokatorów nie obchodzi nikogo z ludzi znajdujących się u władzy. Policjanci, którzy pojawili się wczoraj, na ślady podpalenia zareagowali obojętnością taką samą, jak na wcześniejsze doniesienia o pobiciu. Eskaluje przemoc, którą stosują wciąż cieszący się wolnością czyściciele-psychopaci, Topczewska i Wallendszus, nie zmienia się natomiast poziom znieczulicy.

W niedzielę 13.11, po długiej i męczącej wizycie policji, podczas której nie zebrano żadnych zeznań ani nie przyjęto zawiadomień o przestępstwach, gorzką wisienką na wielopiętrowym torcie przemocy okazała się wizyta dwunastoosobowej grupy gotowych do bitki nacjonalistów. Jednym z sąsiadów, któremu zmysł sprawiedliwości działa wybiórczo, okazuje się być zagorzały patriota, który zwołał swoich kolesi – zapewne rozgrzanych jeszcze po marszu niepodległości – żeby rozwiązali problem „hałasów i awantur”. Warto zauważyć, ze przemoc mafii mieszkaniowej, przez cale miesiące nie sprowokowała nacjonalistów do żadnej reakcji. Ostatecznie udało się wyperswadować gościom o barach szerszych niż wejście do mieszkania, aby schowali teleskopowe pałki i zdjęli skórzane rękawice. Pięść nacjonalisty, gotowa do bezmyślnego ciosu, stopniowo rozluźniała się, gdy wyjaśnialiśmy te historię. Na szczęście niektórzy mają jeszcze granice frajerskiego zachowania.

Po spiętrzonej fali przemocy i obojętności, rodzina wietnamska zdecydowała się opuścić na noc mieszkanie bez drzwi i znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Dokonaliśmy prędkiej ewakuacji do Syreny. Walka z właścicielami bynajmniej się nie skończyła – dopilnujemy, aby czyściciele Kamil Wallendszus i Małgorzata Topczewska doczekali się konsekwencji swoich działań. Jednocześnie apelujemy o solidarność – tylko ona chroni nas przed brutalnością właścicieli pod osłoną policji. Wszystkie jesteśmy lokatorkami, a właśnie obojętność sprawia, że czyściciele mieszkań pozostają bezkarni. Solidarność jest naszą największą bronią.