>

1) Czemu zajmujemy pustostany?

2) Tabela z liczbą pustostanów należących do władz miasta (Informacja publiczna generalnie nie dostępna dla publiki. Tabelę uzyskali/łyśmy w ramach Okrągłego Stołu Mieszkaniowego z rąk wiceprezydenta Michała Olszewskiego)

3) Skłoting i neoliberalizm. Kulturalne eksperymenty versus polityczny radykalizm (Margit Mayer)

Czemu zajmujemy pustostany?

 

1. Bo nie chcemy utonąć w długach

Czy zastanawiała/eś się czemu mieszkanie w Warszawie wciąż jest droższe niż w Berlinie, Wiedniu, Kopenhadze, Lizbonie, mimo że zarabiamy tu nawet cztery razy mniej?

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, przeciętna osoba w tym kraju, gdyby zdecydowała się przeznaczyć całą swoją pensję na zakup mieszkania, mogłaby kupić niecałe pół metra kwadratowego – prawie dwa razy mniej niż dziesięć lat temu.

W istocie, w wielu okresach w ciągu ostatnich siedmiu lat ceny mieszkań prywatnych i czynsze w lokalach komunalnych wzrastały niemal dwukrotnie. Tymczasem, średnie płace wzrosły zaledwie o jedną trzecią – wg danych GUS. Jak widać, w parze za wysokim kredytem na trzydzieści lat nie idą wysokie zarobki ze stałą umową o pracę. W efekcie, zadłużamy się po uszy, chwytając się każdej roboty, choćby za półdarmo i na tymczasowych umowach – „śmieciówkach”.

Według raportu NIK na temat zobowiązań władz w polityce mieszkaniowej, aż 6,5 miliona osób w Polsce mieszka w warunkach „nędzy mieszkaniowej” – w sporym przeludnieniu, ciasnych klitkach, uwłaczających godności. To jednak tylko pół prawdy.
2. Bo puste domy to zyski kosztem ludzi

Nawet połowa budowanych dziś mieszkań stoi pusta i jest przeznaczona wyłącznie na spekulację: jak szacuje Instytut Ekonomiczny NBP, w latach 2009-2010 liczba pustych nowych lokali w stolicy wynosiła niezmiennie 25 tysięcy. W dodatku właściciele 7,5 spośród 15 tysięcy mieszkań sprzedanych w 2008 roku to nie mieszkańcy szukający dachu nad głową, a firmy kupujące nawet po kilkanaście lokali, żeby po latach odsprzedać je potrzebującym, z większym zyskiem.

Na całym świecie można zauważyć ścisły związek pomiędzy wysoką ceną mieszkań, a liczbą pustostanów. Tysiące lokali nie świecą pustką na marne: utrzymywanie takiego stanu – przy powszechnie palącej potrzebie zapewnienia dachu nad głową – zabezpiecza zyski branży nieruchomości.

Wobec braku alternatywy w postaci wystarczającej liczby dostępnych mieszkań komunalnych, ceny prywatnych mieszkań są dyktowane tylko tym, ile można z nas wycisnąć, jak mocno możemy się zadłużyć. Rośnie bańka spekulacyjna a wraz z nią – liczba ludzi zadłużonych po uszy i mieszkań, których nie da się spłacić, a także – liczba pustostanów oraz ludzi bez dachu nad głową. Polityka mieszkaniowa nie ma nic wspólnego z demokracją – de facto tworzą ją banki, deweloperzy i sympatyzujący z nimi urzędnicy.

3. Bo władze łamią nasze prawa i tworzą głód mieszkaniowy

Powiedzieć, że ani rząd ani samorządy lokalne nie są zainteresowane by zmniejszyć bańkę spekulacyjną, to mało. Władze zarządzają nami jak prywatna firma i tworzą te same patologie: domy bez ludzi i ludzi bez domów.

Dziś w Warszawie pięć tysięcy niezamożnych rodzin (ponad 12 tys. osób) nawet dziesięć lat czeka na liście na mieszkanie czynszowe. Połowa z nich dysponuje wyrokiem sądowym na natychmiastowy przydział lokalu komunalnego. Jednocześnie, miasto posiadało w 2011 roku sześć i pół tysiąca pustych lokali; dwa tysiące z nich zdążyło już popaść w ruinę i nie nadaje się do mieszkania. Kolejny tysiąc ma nam zostać odebrany za darmo w ramach dzikiej reprywatyzacji, mimo że to ludzie własnym wysiłkiem wynieśli Warszawę z powojennych gruzów. Warszawski ZGN to nic innego niż Zarząd Głodem Mieszkaniowym, który w dodatku nie remontuje swoich kamienic, przejadając pieniądze płacone mu przez najemców.

Władze lokalne i krajowe ignorują swój konstytucyjny obowiązek ochrony naszego prawa do dachu nad głową, walki z głodem mieszkaniowym i bańką spekulacyjną. Brakuje im woli, by sięgnąć po rozwiązania, które stosują inne kraje dotknięte kryzysem mieszkaniowym. Wiedeń aktywnie zmaga się ze spekulacją poszerzając zasób mieszkań komunalnych – niemal jedna trzecia lokali należy do miasta. W Warszawie jest odwrotnie – zasób mieszkań miejskich się planowo kurczy. Już dziś lokale komunalne stanowią marne dziesięć procent ogółu, a przyjęty przez ratusz wieloletni program mieszkaniowy zakłada dalszą redukcję liczby miejskich lokali o 4,8 tys w ciągu najbliższych 4 lat, głównie za sprawą dzikiej reprywatyzacji. Kolejne rządy krajowe, od prawa do lewa, zupełnie ignorują potrzebę budowy mieszkań komunalnych – w ostatnim roku władze wydały na to pół procent budżetu państwa – równowartość budowy ćwierci Stadionu Narodowego…

4. Bo okupując stawiamy opór

Największe kryzysy ostatnich lat – od USA po Hiszpanię – zaczęły się właśnie od tragedii mieszkańców miast i masowych eksmisji. Bańki spekulacyjne pękają, wysokich kredytów nie da się spłacać. To nie przypadek, że najczęstszym obrazkiem upadających miast są ulice wypełnione pustymi domami. W odpowiedzi na kryzysy wywołane przez wieloletnią, nieodpowiedzialną politykę władz, coraz więcej miast postanawia przejmować w zarząd i zasiedlać długo marniejące, opuszczone budynki i mieszkania. Nierzadko sami mieszkańcy zajmują opuszczone rudery, by je wyremontować własnym wysiłkiem i zamieszkać.
W Polsce, popadające w ruinę pustostany są dobitnym obrazem marniejącej kondycji życia wielu mieszkańców miast, którzy stoją przed dylematem „wziąć kredyt, wyjechać, czy strzelić sobie w łeb?”. Czy coś nam jeszcze zostało?

Wcielamy w życie i proponujemy inną drogę – broń się, przejmij inicjatywę, weź swój los we własne ręce, wymów służbę, zajmuj pustostany, okupuj, stawiaj opór!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Skłoting i neoliberalizm. Kulturalne eksperymenty versus polityczny radykalizm

Margit Mayer

Politycy chętnie instrumentalizują dynamiczne lokalne subkultury i zaprzęgają je jako zaleta konkurencyjna w rywalizacji z innymi miastami. W tym kontekście kulturalne środowiska artystów i inne „kreatywne”, subkulturowe sceny, w tym także skłoty i samozarządzane centra społeczne, przyjęły nową funkcję, jako że uatrakcyjniają przestrzeń miasta. Ładują ją kapitałem kulturowym, który w schemacie polityki „kreatywnego miasta” zostaje przez inwestorów przekształcony w kapitał gospodarczy – pisze Margit Mayer we wstępie do książki „Squatting in Europe: Radical Spaces, Urban Struggles”

Neoliberalizacja kapitalizmu przywróciła „akumulację przez wywłaszczenie” jako sposób rozwiązania problemu słabnącej akumulacji kapitału (1). Jak w przypadku akumulacji pierwotnej, zakłada ona przekształcenie wspólnych, kolektywnych i państwowych form prawa własności w wyłączne prawo własności prywatnej oraz wykluczenie praw do dóbr wspólnych. Neoliberalne formy wywłaszczenia dopełniają intensyfikację starszych, przetestowanych już form o ograniczanie wspólnotowych praw własności zdobytych w trakcie fordystycznej walki klas (takich jak dostęp do edukacji, opieki zdrowotnej, świadczeń socjalnych i emerytur), które przerzuca się obecnie do sektora prywatnego.

Neoliberalizacja rozmywa jednak formy społecznej solidarności nie tylko na korzyść własności prywatnej, ekonomizacji i urynkowienia, lecz także na rzecz nieograniczonego indywidualizmu, odpowiedzialności osobistej i przedsiębiorczej aktywizacji. Te wymiary mają swój wydźwięk również wśród ruchów społecznych w wartościach samookreślania i zwiększenia wpływu (empowerment) oraz krytyce biurokratycznego i paternalistycznego fordystycznego państwa dobrobytu. Zarówno w wizji neoliberalnej jak i tej ruchów społecznych, jednostki, społeczności i woluntaryzm powinny zamiast państwa odgrywać silniejszą rolę, by tworzyć bardziej aktywne społeczeństwa. W obydwu „zbyt liczne państwowe interwencje” postrzegane są jako hamujące nie tylko rozwój osobisty i samorealizację, lecz także społeczną samoregulację – którą neoliberałowie oczywiście woleliby widzieć jako wynik rynkowej i ekonomicznej racjonalności, podczas gdy postępowe ruchy społeczne doszukują się jej raczej w tworzeniu alternatywnych sieci.

W ramach neoliberalizacji samorządów miejskich cała seria politycznych żądań jak i form organizacyjnych charakterystycznych dla nowych ruchów społecznych została wchłonięta do neoliberalnego projektu. Wraz z nastaniem nowego zarządzania publicznego oraz przejściem od publicznych do prywatnych i półprywatnych form instytucjonalnych (poprzez kontraktowanie) zintegrowane zostały nie tylko organizacje trzeciego sektora, ale także te opozycyjne. Natomiast razem ze zmianą trybu podejmowania decyzji od scentralizowanego do lokalnego i bardziej zróżnicowanego, swoje miejsce w lokalnym systemie sprawowania władzy znalazły metody oparte na konsensusie i partycypacji.

Co więcej, wraz z intensyfikacją międzymiejskiej konkurencji, miasta odkryły kulturalną rewitalizację i politykę napędzania rozwoju gospodarczego poprzez kreatywność jako użyteczne strategie zwiększania wartości swojej marki oraz poprawy globalnego wizerunku. Stawanie się „miastem kreatywnym” jest coraz częściej postrzegane jako konieczne w celu przyciągnięcia turystów, globalnych inwestorów i zamożnej klasy średniej i wyższej. Politycy więc chętnie instrumentalizują dynamiczne lokalne subkultury i zaprzęgają je jako zaleta konkurencyjna w rywalizacji z innymi miastami. W tym kontekście kulturalne środowiska artystów i inne „kreatywne”, subkulturowe sceny, w tym także skłoty i samozarządzane centra społeczne, przyjęły nową funkcję, jako że uatrakcyjniają przestrzeń miasta. Ładują ją kapitałem kulturowym, który w schemacie polityki „kreatywnego miasta” zostaje przez inwestorów przekształcony w kapitał gospodarczy.

Sprytni politycy miejscy wykorzystują kulturalną produkcję zachodzącą na skłotach jako marketingowy zasób przydający miastu cechy bycia „cool”, „miejsca, w którym się dzieje”, subkulturowo namagnesowanego. Wiele niemieckich miast oferuje kontrakty na tymczasowe użytkowanie przestrzeni (2), podczas gdy holenderskie miasta stworzyły tzw. politykę „lęgowisk” w celu „utrzymania i odtworzenia kulturalnej funkcji poprzednio wypełnianej przez duże skłoty”(3).

Nie tylko w Holandii, lecz także w Wielkiej Brytanii, rozkwitł przemysł anty-skłoterski, gdzie tymczasowe korzystanie z pustych prywatnych przestrzeni odbywa się w imieniu właściciela na zasadzie „anioła stróża” – kontraktów, które wymagają opłat za media, lecz nie za czynsz, ściśle kontrolujących prawa i obowiązki tymczasowych użytkowników. Znajdują się oni w bardzo słabej sytuacji prawnej, jako że agencje nie przestrzegają ich prawa do prywatności, często nie zezwalają na wizyty gości lub posiadanie zwierząt. Mieszkańcy otrzymują czasami zakaz kontaktowania się z prasą oraz mogą być eksmitowani z dwutygodniowym wypowiedzeniem. Dzięki tej sprytnej strategii komercyjnej w Holandii dziesięć razy więcej pustych przestrzeni zajmowanych jest przez anty-skłotersów niż przez skłotersów. Pomimo wielu niedogodności, wielu z anty-skłotersów zdaje się być zadowolonym z centralnego położenia i wysokiego standardu przestrzeni mieszkalnych(4,5).

W ten sposób neoliberalnej polityce miejskiej z jednej strony udaje się przywłaszczyć i wchłonąć alternatywny i subkulturowy aktywizm wraz z kreatywnością skłotersów (którzy w ramach tego procesu mogą mieć problemy z zachowaniem politycznej autonomii). Z drugiej strony zakłada ona nasilenie stosowania represji, wprowadzanie ostrzejszych przepisów, bardziej bezwzględną działalność policji, a co za tym idzie, zwiększenie ilości eksmisji i kryminalizację skłotingu. Lokalne władze często stosują obie te strategie jednocześnie, co zaostrza różnice i prowadzi do konfliktów pomiędzy skłotingiem kulturalnym a politycznym. W rezultacie radykalne działania polityczne i alternatywna produkcja kulturalna, które wcześniej stanowiły części tego samego ruchu, w coraz większym stopniu różnicują się, a nawet stają wobec siebie w opozycji. Takie procesy można zaobserwować we wszystkich europejskich miastach, a nabrały one tempa z nadejściem kryzysu gospodarczego, który dostarczył racjonalnych powodów do demontażu alternatywnej infrastruktury oraz ograniczania finansowania wszelkiego rodzaju samozarządzanych projektów. Jednocześnie neoliberalna rewitalizacja miast wraz z hipergentryfikacją centrów przyspiesza procesy wysiedlania i zagraża „wolnym strefom” i alternatywnej infrastrukturze, starając się zastąpić ją przy pomocy modnych barów, dizajnerskich sklepów i luksusowych apartamentów.

To wrogie otoczenie powoduje, że prowadzenie radykalnej polityki opozycyjnej staje się dużo trudniejsze niż w przeszłości.

Mimo że często krytyczne wobec neoliberalnej polityki miejskiej i przeciwstawiające się programom „kreatywnego miasta”, działania skłotersów często przyczyniają się do uatrakcyjniania i przewartościowania przestrzeni miejskiej – szczególnie tam, gdzie kulturalne eksperymenty zastąpiły polityczny radykalizm. Jednocześnie żądania samozarządzania i samorealizacji straciły radykalne ostrze w momencie, kiedy partycypacja i samozarządzanie stały się koniecznymi składnikami programów lokalnej rewitalizacji oraz dyskursu publicznego (często mającego na celu raczej aktywizację i branie osobistej odpowiedzialności zamiast zwiększenia politycznego wpływu [empowerment]). W tej sytuacji walki o uznanie i legalizację autonomicznych skłotów przyjmują nowe jakościowo znaczenie. Wyjmowanie tych przestrzeni z neoliberalnej utylizacji mającej na celu osiąganie zysków oraz zakłócanie opartej na prawie własności logiki kapitalistycznej urbanizacji, prowadzi do podjęcia walki o samą koncepcję praw. Żądanie uznania obecnie drugorzędnych praw – takich jak prawo do bezpieczeństwa ekonomicznego, edukacji, dachu nad głową, prawa do organizowania się czy praw do wolności słowa – jako podstawowych ponad i wbrew prawu do indywidualnej własności prywatnej i zysku, „zakładałoby rewolucję”(6), ponieważ to ostatnie jest kluczowe dla akumulacji kapitału jako dominującego procesu kształtującego nasze życie.

Im więcej ludzi rozumie logikę systemu, tym bardziej dostrzegają oni zakres spekulacji zasobami mieszkalnymi. Jednocześnie są w sytuacji, w której dostęp do adekwatnego schronienia staje się coraz bardziej niepewny. Żądanie dachu nad głową jako prawa niesie duży potencjał poparcia. Kiedy argument ten przenika do kolektywnej wyobraźni, odzyskiwanie pustostanów staje się logicznym kolejnym krokiem.

Fragment wstępu do książki „Squatting in Europe: Radical Spaces, Urban Struggles”, Minor Compositions, 2013

Przypisy:
1.    Harvey D., A Brief History of Neoliberalism, Oxford, 2005.
2.    Colomb C., „Pushing the urban frontier: temporary uses of space, city marketing, and the creative city discourse in 2000s Berlin”, Journal of Urban Affairs, 2012.
3.    Owens L., From Tourists to Anti-Tourists to Tourist Attractions: The Transformation of the Amsterdam Squatters’ Movement”, Social Movement Studies, 7/1, 2008.
4.    Priemus H., Squatters and municipal policies to reduce vacancy. Evidence from The Netherlands, Enhr Conference, Touluse, lipiec 2011.
5.    Buchholz T., Creativity and the capitalist city. The struggle for the affordable space in Amsterdam, film, 2011.
6.    Harvey D., „Neoliberalism and the restoration of class power”, w: tenże, Spaces of global capitalism. Towards a theory of uneven geographical development, London/New York, 2006.