Nawałnica nad Polską teoretyczną

599052450c62f_o,size,1068x623,q,71,h,1af69d

„Każda władza nam przeszkadza!” – to jedno z haseł anarchistów. Faktycznie tak jest, a potwierdzeń jest mnóstwo w przeszłości i w teraźniejszości. Jednym z nich jest obecna sytuacja w Czersku i zachodniej części województwa pomorskiego. Tam w nocy z 11 na 12 sierpnia przeszła nawałnica niszcząca wszystko, co spotkała na swojej drodze. Obraz tego, co żywioł po sobie pozostawił jest przejmującym obrazem siły natury i słabości człowieka. Jest też dowodem ludzkiej solidarności. Mieszkańcy miejsc dotkniętych zniszczeniami wspierali się, pracując razem nad usuwaniem skutków nawałnic. Na pomoc przybyły również osoby z innych części gminy chojnickiej. Przez trzy dni ochotnicy zrobili więcej niż wojsko czy Wojska Obrony Terytorialnej, powołane przez ministra obrony narodowej. W tym roku istnienie WOT ma nas kosztować 1,1 mld złotych. Jak widać są to pieniądze wyrzucone w błoto, tak jak fundusze na utrzymanie prywatnej armii rządzących znanej powszechnie jako Wojsko Polskie. Pojawienie się żołnierzy na miejscu wywołuje śmiech lub raczej politowanie. Bez decyzji wojewody o wprowadzeniu stanu klęski żywiołowej i rozkazu MON nie mogli oni nic zrobić, więc stanowili atrapę przy autentycznych działaniach tamtejszej społeczności. Satyrą można nazwać nie tylko pojawienie się polityków, ale także reakcje prasy oburzonej brakiem natychmiastowej reakcji premier oraz jej ministrów. Zrobili show, ale trzy dni po zdarzeniu i nie tak efektownie, jak ich poprzednicy. Oni umieli się umiejętnie wylansować, udając osobiste koordynowanie akcją ratowniczą, gdy inni ciężko pracują wokoło. Skutek takich pozornych działań władzy sprowadza się do jednego, do niczego. Mieszkańcy miejsc objętych klęską żywiołową zostaną sami z jej następstwami na długo. Finansowa pomoc państwa będzie jedynie doraźna i nie wystarczy ludziom do zaspokojenia ich potrzeb w procesie powracania do normalnego życia. Niewprowadzenie stanu klęski żywiołowej, a co za tym idzie zamrożenia cen podstawowych produktów, spowodowało, że na ludzkiej krzywdzie mogli zarabiać niektórzy nieuczciwi sprzedawcy, windując ceny materiałów potrzebnych do odbudowy czy żywności.

Teraz trwa dyskusja o tym, czy rząd zareagował w odpowiednim momencie czy też nie? Państwo zawiodło zwykłych ludzi, nie pierwszy i nie ostatni raz. Mieliśmy w rytlu czy suszkach do czynienia z przeszkadzaniem ludziom w akcji ratunkowej przez władze i robieniem swojego show w telewizji oraz wymianą wzajemnych ciosów z politykami opozycji. Najmniej było tu ludzi, którzy nie śpiąc kolejną dobę pomagali i pracowali nad usuwaniem skutków nawałnic, stanowiąc jednocześnie tło dla zdarzeń niemających z nimi nic wspólnego. Jest to kolejny acz niejedyny przykład teoretyczności państwa wobec jego obywateli. Dwadzieścia lat temu podczas powodzi, latem 1997 roku mieliśmy do czynienia z mistyfikacją medialną. Dziennikarze przekazywali informacje z głównego sztabu, gdzie była koordynowana sytuacja na zalanych terenach. Za plecami reporterów pokazywane było jedynie pozorowanie jakiekolwiek koordynacji. Początkowo członkowie sztabu nie mieli aktualnych informacji o sytuacji na miejscu. Wszyscy bardziej pamiętają skandaliczne słowa ówczesnego premiera Włodzimierza Cimoszewicza krytykującego poszkodowanych rolników za to, że się nie ubezpieczyli, niż sprawę wirtualnego sztabu.

Przy okazji wichury wyszło na jaw prawdziwe oblicze narodowców. Tak chętni do „bronienia” nas przed obcymi, nawalania w słabszych, osoby o innym kolorze skóry, orientacji czy wyznawanych poglądach i religii, tutaj okazują brak zainteresowania ludzką tragedią. Nie wykazują ludzkiej solidarności z poszkodowanymi. Dobitnie pokazują nam raz jeszcze, czym jest nacjonalizm, ideą dalece zdehumanizowaną, której wyznawcom brak człowieczeństwa.

Mieszkańcy miejsc, gdzie przeszła nawałnica poradzą sobie ze skutkami zdarzeń z 11 i 12 sierpnia, pomimo, że państwo pokazało im, że, z przyczyn klasowych są obywatelami drugiego czy nawet trzeciego sortu.